Drogi kurwa pamietniczku... środa, 22 października 2008 | Komentarze ()
Chodzi za mną Zero Punctuation nie dość, że raduje przepiękną angielszczyzną, powiększa mój anglojęzyczny zasób słów z kategorii "marudzenie", to jeszcze jest po prostu lulzowy.
A więc <3 Yatzee <3 "If I wanted a experience of a Japanese RPG id watch any anime series on TV taking a break every 15 minutes to meddle with the remote... and eat some shit" (jest jedynym recenzentem, który jeszcze nie spuścił swoich standardów do kibla i nie cieszy się, gdy gra jest tylko trochę do bani).
I tu dochodzimy do meritum notki....
Nazywam się Adam K. i jestem uzależniony od World of Warcraft...
-"Cześć Adam" - głosy z sali
Mam 2 postacie na 70tym w tym jedna prawie full epic jedna pvp druga pve
-"Gz..."
Wyjaśnijmy sobie coś, WoW w moich oczach nigdy nie był grą dobrą... Ale w dzisiejszych czasach, gdy grając w premierowe tytuły najbardziej entuzjastyczna z moich opinii to "Meh... W sumie kupie, jak będzie tanie..." (SW: Force Unleashed). Reszta z rzeczy, które wyszły ostatnimi czasy to bolesny crap: Spore, który jest jak Frankensteinem pozszywany z 5 różnych gier każdą podrobioną w sposób żałosny... Przykład?
Sięgnijcie pamięcią do czasów, gdy dostaliście kompa, większość z was grała w tamtych czasach w Civilizacje Sid'a Meira (swoja drogą jedyny człowiek ze "dawnych" tytanów gier, którego słowo jeszcze coś znaczy). Ci, którzy grali powiedzą: Cywilizacja rulz i jeśli coś jest podobne nie może być aż takie złe, i to jest fakt tylko, że Civilizacja według spore polega na wysłaniu 5 samochodzików w stronę miasta wroga i ostrzeliwania go przez 2 minuty aż się poddadzą i już!...
Jasne są zajebiste opcje zwycięstwa gospodarczego bądź religijnego, tylko, co z tego? Skoro i tak 90% zdecyduje, że pierdoli i zbombarduje skurwysynów zamiast szerzyć dobrą nowinę (w sumie budzi to zrozumienie dla losów średniowiecznej Europy...).
Zaraz gdzie ja byłem... A World of Warcraft, jak już napisałem, nie jest on grą dobrą, ale przy aktualnej fali wymiocin na rynku wygrywa z absolutnie wszystkim (aktualnie polityka jest taka: tworzenie nowych marek jest zbyt ryzykowne a więc wielokrotnie przeżuwany wszystkie gry wypuszczając sequele, po paru rundach z marki zostaje małą kałuża wymiocin, ale znowu odfruwam...).
Główne grzechy WoW
1) Jest MMORPG'egiem z całym dorobkiem inwentarza:
a) Chcesz cokolwiek znaczyć? Grind
b) Chcesz cokolwiek mieć? Grind
c) Chcesz sie naprawdę fajnie bawić? Zobaczyć endgame content? Grinduj grind ponad wszelkie grindy
Na btw. grind - pod tym słówkiem kryje się po prostu powtarzanie tych samych czynności do usranej śmierci...
ad a) i c)
Dobijasz do lvl 70 i masz w najlepszym przypadku przedmioty z kategorii rare (te niebieskie) większość ludzi patrzy na Ciebie z góry, gildia Cię lekceważy i każdy ma w dupie kolesia bez itemów. Z grup na coś więcej niż podstawowe instancje dostajesz dosłownie kick'a. I wtedy zaczyna się grind. Masz do Ufarmienia około 200 000 punktów honoru przy dobrych wiatrach można ufarmic 800 w 45-60 min, policzcie sobie ile czasu na zdobycie średnich przedmiotów, które ma praktycznie każdy...
Ad b) złoto... Tu blizz poszedł na rękę graczom i dodał daily Quest, które wykonuje sie za złoto (od 7g 90s do 22g, za q) można ich wykonać 25 dziennie a na łatający środek transportu (podstawowy) trzeba mięć 900 g a na epicki 5200 g znowu policzcie sobie ile to czasu zajmuje.
A no i oczywiście nie zrobili tego bo są cool i mili tylko po to żeby walczyć z handlarzami złotem...
(honor trochę przesadziłem nie trzeba mieć full zestawu, żeby sie gdzieś dostać, ale wyfarmienie 80 000 to jest absolutne minimum)
2) IMBA - World of Warcraft jest równie zbalansowany jak wojna w Iraku
a) Stun-lock (czyli jak zabić kogoś tak żeby ten nawet się nie ruszył)
b) Druid (czyli "tłuczcie mnie w pięciu to może mnie zadpsujecie")
c) Condon (czyli paladyna trzeba zabić od 2 do 3 razy żeby w końcu padł)
3) Bugi
Tu każdy ma swoje wrażenia, kto grał ten wie, że są bardzo rzadkie, ale gdy się trafi to ma sie ochotę rzucać klawiaturą...
Naplułem się a teraz... Pora włożyć worek na ziemniaki i powiedzieć:
Mimo tego wszystkiego.... WoW ma coś, czego nie ma żaden inny MMORPG na rynku... Feeling, nie wiem jak to jest osiągnięte, ale tą grę się po prostu czuje i przywiązujesz się do swojej postaci (miłość ala Gordon Freeman niby nigdy się nie odezwał, niby ani trochę sympatyczny, ale przeszliście razem tyle, że nie sposób chuja nie lubić). Bossowie budzą respekt nie tylko dlatego że są w pizdu trudni (poza Karazhanem gdzie nawet final bossi są usypiająco łatwi...), imponują tez rozmiarem a przede wszystkim, co jest dla MMORPG nietypowe dobrze podłożonymi głosami...
Do czego tak boleśnie staram się doczołgać to stwierdzenie, że WoW ma to, czego dziś brakuje grom... Zapewnia PRZYGODĘ, mimo że w pełni wirtualną i na niby to przygodę ,co stawia go na pierwszym miejscy kiedy większość dzisiejszych gier powoduje u mnie uczucia podobne do kolejnego odcinku klanu...
