5 dni tyle mojemu pracodawcy zajęło zburzenie idyllicznej wizji pracy biurowej, jako ideału zdobywania pieniędzy na abonament do WoWa i alkohol (no przecież nie na chleb... ;) ).
Powodem mojej rozpaczy, powodem mego żalu są oczywiście praktyki studenckie, czyli murzynowanie od tego roku w stylu wolnym. Styl wolny znaczy tyle, że to my odszukujemy sobie praktyki a uczelnia tylko wydaje umowę. Znaczy się stara się wydawać, bo 5 dni na wystawienie dokumentu, na którym pól do wypełnienia jest 5 ciężko nazwać działaniem a raczej próbami takowego... Dopiero po tym jak wyskoczyłem z pretensją i lekko naciągnąłem fakty dokument otrzymałem w 3 h (patrz pan jednak się da).
Oczywistym jest, że byłem wkurwiony jeszcze zanim w ogóle praktyki się zaczęły... No nic, ale ważne jak się kończy a nie zaczyna (właściwie to, kiedy a nie jak - chyba). Oczywiście prawa Murphyego w pełni się spełniły i jeśli 2 autobusy nie przyjechały spóźniłem się o 46 minut, ale nikt nie zauważył i w sumie chyba dobrze...
Ważnym pytaniem jest, co umie student II roku? Gówno po krótce rzecz ujmując, kwalifikacyjnie nie ma różnicy miedzy studentem a kolesiem po zawodówce (ew. liceum profilowanym). A więc student ekonometrii, który zna algebrę liniową, rachunek prawdopodobieństwa, analizę matematyczną, statystykę matematyczną, ekonometrię, badania operacyjne i inne... Pakuje koperty :D. To moje pierwsze życiowe starcie jak ta cała nasza wiedza słaba i do bólu teoretyczna i kolejne uświadczenie w tym jak wielki przekręt studia sobą reprezentują.
Niby to, co piszę podważa sensowność praktyk na II roku uznaje je za bezsensowne marnowanie czasu i kasy na dojazdy - I tak jak najbardziej jest, mamy tylko jedno, „ale". Mym skromnym zdaniem praktyki są batem, można je porównać mniej więcej do wsadzenia psu nosa w jego odchody "Patrz coś narobił”, praktyki też wciskają nam głowy po uczy w gównie i pokazują "W takiej dziurze skończysz jak będziesz średni albo słaby". Praktyki to wspomnienie, którego student ma się bać. Kolejnym czynnikiem potwierdzającym tą teorie jest fakt, że są one darmowe, niby praca nawet najbardziej chujowa po studiach daje zarobki, ale niektóre rzeczy trzeba rzucić w perspektywę - teraz, co tu dużo gadać większość z nas utrzymują rodzice, ale w dorosłym życiu płaca może być właśnie tym "Zero”, które pozwala wam przeżyć i nie być głodnymi, ale NIC więcej. Nie będzie zajebistej fury, NIE będzie dziwek i whisky, NIE będzie domku, w którym będzie czekać wspaniała zadbana rodzina, NIE będzie wyjebanego w kosmos HD TV, Murowanego Grilla i innych będzie tylko przeżycie...
Gdy już to powiedziałem każdy rozumie jak ważne są praktyki ;P. Z zasady problemów z zapałem nie mam, ale teraz mam ZAJEBISTY zapał na Doktora (Informatyki ekonomicznej, nie ekonometrii zmotywowałem się a nie mi odjebało). Drugi kierunek studiów nagle stał się ważny...
A więc niewinność utracona, zobaczyłem prace w biurze tym, czym ona naprawdę jest, niekończącym się kieratem, który trwa minimum 8 godzin każdego dnia, wpadnięciem w żałosny schemat. Powolnym aczkolwiek zabójczo skutecznym praniem mózgu, i nie jest to żadna tam indoktrynacja czy inna inwazyjna metoda, a skąd jest to po prostu odebranie czasu. 8 godzin pracy przez 339 dni wystarcza żeby po paru latach tego przestać się już w ogóle zastanawiać i zacząć przyjmować to, co mówią media ZUPEŁNIE bezkrytycznie a co gorsze nawet uznać, że "Taniec z Gwiazdami" to świetna telewizja i trzeba zagłosować na ulubioną gwiazdę...
Idealnym przykładem tego jest Hype na świńską grypę, mediom udało się przerazić naprawdę sporą część społeczeństwa w tym i LEKARZY. Gdy zobaczyłem mój pierwszy reportaż o świńskiej grypie ("Świńska grypa zabiła już 12 osób w Meksyku") moją pierwszą myślą było oczywiście "lol", ale zamiast słuchać, że wirus jest zaraźliwy i może się szybko rozprzestrzenić na cały świat miałem drugą myśl "Kurwa to jest Meksyk kraj 3 świata, to tak jakby mówić, że Malaria nas zabije, bo w Afryce na to chorują (inna rzecz, że malaria jest chorobą tropikalną i w naszym klimacie umiera)". Potem wirus dotarł do Europy i ilu ludzi umarło ? 0 bo jest różnica między Europą zachodnia i centralną a Meksykiem... Ale znowu zrobiła się straszna dygresja.
Zabrzmię jak zbuntowany nastolatek, który nasłuchał się System Of A Down, ale to jest właśnie ten system, o którym tak owa młodzież mówi, ludzie po prostu w pewnym momencie się poddają i przestają walczyć z tą rzeką spamu, która się na nich leje i kierat pracy biurowej jest na pewno ważnym czynnikiem "utrybiania" ludzi inteligentnych.
Walczyć z tym? Na chuj ? Jak poświęcisz życie na walkę z tym to reszta społeczeństwa uzna Cię za wariata, a ty przegapisz naprawdę sporo atrakcji tego prostego życia, bo każde życie może być piękne większości ludzi to po prostu nie przeszkadza i dobrze, bo większość jest szczęśliwa:)