<body><script type="text/javascript"> function setAttributeOnload(object, attribute, val) { if(window.addEventListener) { window.addEventListener("load", function(){ object[attribute] = val; }, false); } else { window.attachEvent('onload', function(){ object[attribute] = val; }); } } </script> <iframe src="http://www.blogger.com/navbar.g?targetBlogID=2093948660075227821&amp;blogName=Little+Maggot+Blog+-+%22Hate+yourself+w...&amp;publishMode=PUBLISH_MODE_BLOGSPOT&amp;navbarType=BLUE&amp;layoutType=CLASSIC&amp;searchRoot=http%3A%2F%2Flittlemaggot.blogspot.com%2Fsearch&amp;blogLocale=pl&amp;homepageUrl=http%3A%2F%2Flittlemaggot.blogspot.com%2F" marginwidth="0" marginheight="0" scrolling="no" frameborder="0" height="30px" width="100%" id="navbar-iframe" allowtransparency="true" title="Blogger Navigation and Search"></iframe> <div></div>

Świata nie rozumiem, życia w nim nie umiem… niedziela, 29 listopada 2009 | Komentarze ()

Świat jest bardzo zimnym miejscem…

Wstaje na 7:00 na zajęcia, łóżeczko jest taka cieplutkie i milutkie świat zewnętrzny straszny i zimny chciałbym tam zostać do 10-13, ale podobno normalnym jest wstawać na, 6:30 świat jest tak nieprzystępny o 7:10…

Gdy już wstanę pora się umyć , w krótkiej drodze od wyczołgania się z kołdry do wejścia pod wodę lejącą się z “prysznica” zdarzę się tak wyziębić żeby woda była stanowczo kurwa za gorąca, świat jest tak nieprzystępny o 7:11…

Ogolić… Podobno powinno się golić wszystko… ja nieczęsto twarz golę ;) … Świat jest tak niezrozumiały o 7:20 …

Śniadanie według większości świata najważniejszy posiłek dnia… Jebać śniadanie… Świat jest tak niezrozumiały o 7:24…

Cytując Kazika “Świata nie rozumiem, życia w nim nie umiem”…

A potem jest różne raz lepiej raz gorzej…

God damn it, a potem całe życie zapierdalać na 8:00… ><

Wszędzie można coś mądrego wyczytać piątek, 17 lipca 2009 | Komentarze ()

Boże, daj nam pokorę, byśmy przyjęli w pokoju to,
czego zmienić nie możemy, daj nam odwagę, aby zmienić to,
co powinno być zmienione,
i daj nam mądrość, abyśmy umieli odróżnić jedno od drugiego.

Mądre bardzo nawet, za dużo się wkurwiam z zasady...

Drogi kurwa pamiętniczku II: Utrata niewinności piątek, 10 lipca 2009 | Komentarze ()

5 dni tyle mojemu pracodawcy zajęło zburzenie idyllicznej wizji pracy biurowej, jako ideału zdobywania pieniędzy na abonament do WoWa i alkohol (no przecież nie na chleb... ;) ).

     Powodem mojej rozpaczy, powodem mego żalu są oczywiście praktyki studenckie, czyli murzynowanie od tego roku w stylu wolnym. Styl wolny znaczy tyle, że to my odszukujemy sobie praktyki a uczelnia tylko wydaje umowę. Znaczy się stara się wydawać, bo 5 dni na wystawienie dokumentu, na którym pól do wypełnienia jest 5 ciężko nazwać działaniem a raczej próbami takowego... Dopiero po tym jak wyskoczyłem z pretensją i lekko naciągnąłem fakty dokument otrzymałem w 3 h (patrz pan jednak się da).

    Oczywistym jest, że byłem wkurwiony jeszcze zanim w ogóle praktyki się zaczęły... No nic, ale ważne jak się kończy a nie zaczyna (właściwie to, kiedy a nie jak -  chyba). Oczywiście prawa Murphyego w pełni się spełniły i jeśli 2 autobusy nie przyjechały spóźniłem się o 46 minut, ale nikt nie zauważył i w sumie chyba dobrze...

   Ważnym pytaniem jest, co umie student II roku? Gówno po krótce rzecz ujmując, kwalifikacyjnie nie ma różnicy miedzy studentem a kolesiem po zawodówce (ew. liceum profilowanym). A więc student ekonometrii, który zna algebrę liniową, rachunek prawdopodobieństwa, analizę matematyczną, statystykę matematyczną, ekonometrię, badania operacyjne i inne... Pakuje koperty :D. To moje pierwsze życiowe starcie jak ta cała nasza wiedza słaba i do bólu teoretyczna i kolejne uświadczenie w tym jak wielki przekręt studia sobą reprezentują.

  Niby to, co piszę podważa sensowność praktyk na II roku uznaje je za bezsensowne marnowanie czasu i kasy na dojazdy - I tak jak najbardziej jest, mamy tylko jedno, „ale". Mym skromnym zdaniem praktyki są batem,  można je porównać mniej więcej do wsadzenia psu nosa w jego odchody "Patrz coś narobił”,  praktyki też wciskają nam głowy po uczy w gównie i pokazują "W takiej dziurze skończysz jak będziesz średni albo słaby". Praktyki to wspomnienie, którego student ma się bać. Kolejnym czynnikiem potwierdzającym tą teorie jest fakt, że są one darmowe,  niby praca nawet najbardziej chujowa po studiach daje zarobki, ale niektóre rzeczy trzeba rzucić w perspektywę - teraz, co tu dużo gadać większość z nas utrzymują rodzice, ale w dorosłym życiu płaca może być właśnie tym "Zero”, które pozwala wam przeżyć i nie być głodnymi, ale NIC więcej. Nie będzie zajebistej fury, NIE będzie dziwek i whisky, NIE będzie domku, w którym będzie czekać wspaniała zadbana rodzina, NIE będzie wyjebanego w kosmos HD TV, Murowanego Grilla i innych będzie tylko przeżycie...

   Gdy już to powiedziałem każdy rozumie jak ważne są praktyki ;P. Z zasady problemów z zapałem nie mam, ale teraz mam ZAJEBISTY zapał na Doktora (Informatyki ekonomicznej, nie ekonometrii zmotywowałem się a nie mi odjebało). Drugi kierunek studiów nagle stał się ważny...

   A więc niewinność utracona, zobaczyłem prace w biurze tym, czym ona naprawdę jest, niekończącym się kieratem, który trwa minimum 8 godzin każdego dnia, wpadnięciem w żałosny schemat. Powolnym aczkolwiek zabójczo skutecznym praniem mózgu, i nie jest to żadna tam indoktrynacja czy inna inwazyjna metoda, a skąd jest to po prostu odebranie czasu. 8 godzin pracy przez 339 dni wystarcza żeby po paru latach tego przestać się już w ogóle zastanawiać i zacząć przyjmować to, co mówią media ZUPEŁNIE bezkrytycznie a co gorsze nawet uznać, że "Taniec z Gwiazdami" to świetna telewizja i trzeba zagłosować na ulubioną gwiazdę...
Idealnym przykładem tego jest Hype na świńską grypę, mediom udało się przerazić naprawdę sporą część społeczeństwa w tym i LEKARZY. Gdy zobaczyłem mój pierwszy reportaż o świńskiej grypie ("Świńska grypa zabiła już 12 osób w Meksyku") moją pierwszą myślą było oczywiście "lol", ale zamiast słuchać, że wirus jest zaraźliwy i może się szybko rozprzestrzenić na cały świat miałem drugą myśl "Kurwa to jest Meksyk kraj 3 świata, to tak jakby mówić, że Malaria nas zabije, bo w Afryce na to chorują (inna rzecz, że malaria jest chorobą tropikalną i w naszym klimacie umiera)". Potem wirus dotarł do Europy i ilu ludzi umarło ? 0 bo jest różnica między Europą zachodnia i centralną a Meksykiem... Ale znowu zrobiła się straszna dygresja.

  Zabrzmię jak zbuntowany nastolatek, który nasłuchał się System Of A Down, ale to jest właśnie ten system, o którym tak owa młodzież mówi, ludzie po prostu w pewnym momencie się poddają i przestają walczyć z tą rzeką spamu, która się na nich leje i kierat pracy biurowej jest na pewno ważnym czynnikiem "utrybiania" ludzi inteligentnych.

  Walczyć z tym? Na chuj ? Jak poświęcisz życie na walkę z tym to reszta społeczeństwa uzna Cię za wariata, a ty przegapisz naprawdę sporo atrakcji tego prostego życia, bo każde życie może być piękne większości ludzi to po prostu nie przeszkadza i dobrze, bo większość jest szczęśliwa:)

Drogi kurwa pamietniczku... środa, 22 października 2008 | Komentarze ()

Chodzi za mną Zero Punctuation nie dość, że raduje przepiękną angielszczyzną, powiększa mój anglojęzyczny zasób słów z kategorii "marudzenie", to jeszcze jest po prostu lulzowy.
A więc <3 Yatzee <3 "If I wanted a experience of a Japanese RPG id watch any anime series on TV taking a break every 15 minutes to meddle with the remote... and eat some shit" (jest jedynym recenzentem, który jeszcze nie spuścił swoich standardów do kibla i nie cieszy się, gdy gra jest tylko trochę do bani).

I tu dochodzimy do meritum notki....

Nazywam się Adam K. i jestem uzależniony od World of Warcraft...
-"Cześć Adam" - głosy z sali
Mam 2 postacie na 70tym w tym jedna prawie full epic jedna pvp druga pve
-"Gz..."
Wyjaśnijmy sobie coś, WoW w moich oczach nigdy nie był grą dobrą... Ale w dzisiejszych czasach, gdy grając w premierowe tytuły najbardziej entuzjastyczna z moich opinii to "Meh... W sumie kupie, jak będzie tanie..." (SW: Force Unleashed). Reszta z rzeczy, które wyszły ostatnimi czasy to bolesny crap: Spore, który jest jak Frankensteinem pozszywany z 5 różnych gier każdą podrobioną w sposób żałosny... Przykład?
Sięgnijcie pamięcią do czasów, gdy dostaliście kompa, większość z was grała w tamtych czasach w Civilizacje Sid'a Meira (swoja drogą jedyny człowiek ze "dawnych" tytanów gier, którego słowo jeszcze coś znaczy). Ci, którzy grali powiedzą: Cywilizacja rulz i jeśli coś jest podobne nie może być aż takie złe, i to jest fakt tylko, że Civilizacja według spore polega na wysłaniu 5 samochodzików w stronę miasta wroga i ostrzeliwania go przez 2 minuty aż się poddadzą i już!...
Jasne są zajebiste opcje zwycięstwa gospodarczego bądź religijnego, tylko, co z tego? Skoro i tak 90% zdecyduje, że pierdoli i zbombarduje skurwysynów zamiast szerzyć dobrą nowinę (w sumie budzi to zrozumienie dla losów średniowiecznej Europy...).

Zaraz gdzie ja byłem... A World of Warcraft, jak już napisałem, nie jest on grą dobrą, ale przy aktualnej fali wymiocin na rynku wygrywa z absolutnie wszystkim (aktualnie polityka jest taka: tworzenie nowych marek jest zbyt ryzykowne a więc wielokrotnie przeżuwany wszystkie gry wypuszczając sequele, po paru rundach z marki zostaje małą kałuża wymiocin, ale znowu odfruwam...).
Główne grzechy WoW
1) Jest MMORPG'egiem z całym dorobkiem inwentarza:
a) Chcesz cokolwiek znaczyć? Grind
b) Chcesz cokolwiek mieć? Grind
c) Chcesz sie naprawdę fajnie bawić? Zobaczyć endgame content? Grinduj grind ponad wszelkie grindy

Na btw. grind - pod tym słówkiem kryje się po prostu powtarzanie tych samych czynności do usranej śmierci...

ad a) i c)
Dobijasz do lvl 70 i masz w najlepszym przypadku przedmioty z kategorii rare (te niebieskie) większość ludzi patrzy na Ciebie z góry, gildia Cię lekceważy i każdy ma w dupie kolesia bez itemów. Z grup na coś więcej niż podstawowe instancje dostajesz dosłownie kick'a. I wtedy zaczyna się grind. Masz do Ufarmienia około 200 000 punktów honoru przy dobrych wiatrach można ufarmic 800 w 45-60 min, policzcie sobie ile czasu na zdobycie średnich przedmiotów, które ma praktycznie każdy...

Ad b) złoto... Tu blizz poszedł na rękę graczom i dodał daily Quest, które wykonuje sie za złoto (od 7g 90s do 22g, za q) można ich wykonać 25 dziennie a na łatający środek transportu (podstawowy) trzeba mięć 900 g a na epicki 5200 g znowu policzcie sobie ile to czasu zajmuje.
A no i oczywiście nie zrobili tego bo są cool i mili tylko po to żeby walczyć z handlarzami złotem...

(honor trochę przesadziłem nie trzeba mieć full zestawu, żeby sie gdzieś dostać, ale wyfarmienie 80 000 to jest absolutne minimum)

2) IMBA - World of Warcraft jest równie zbalansowany jak wojna w Iraku
a) Stun-lock (czyli jak zabić kogoś tak żeby ten nawet się nie ruszył)
b) Druid (czyli "tłuczcie mnie w pięciu to może mnie zadpsujecie")
c) Condon (czyli paladyna trzeba zabić od 2 do 3 razy żeby w końcu padł)

3) Bugi
Tu każdy ma swoje wrażenia, kto grał ten wie, że są bardzo rzadkie, ale gdy się trafi to ma sie ochotę rzucać klawiaturą...

Naplułem się a teraz... Pora włożyć worek na ziemniaki i powiedzieć:
Mimo tego wszystkiego.... WoW ma coś, czego nie ma żaden inny MMORPG na rynku... Feeling, nie wiem jak to jest osiągnięte, ale tą grę się po prostu czuje i przywiązujesz się do swojej postaci (miłość ala Gordon Freeman niby nigdy się nie odezwał, niby ani trochę sympatyczny, ale przeszliście razem tyle, że nie sposób chuja nie lubić). Bossowie budzą respekt nie tylko dlatego że są w pizdu trudni (poza Karazhanem gdzie nawet final bossi są usypiająco łatwi...), imponują tez rozmiarem a przede wszystkim, co jest dla MMORPG nietypowe dobrze podłożonymi głosami...

Do czego tak boleśnie staram się doczołgać to stwierdzenie, że WoW ma to, czego dziś brakuje grom... Zapewnia PRZYGODĘ, mimo że w pełni wirtualną i na niby to przygodę ,co stawia go na pierwszym miejscy kiedy większość dzisiejszych gier powoduje u mnie uczucia podobne do kolejnego odcinku klanu...

Rule 1 and 2!!! Czy jestem już fajny? czwartek, 25 września 2008 | Komentarze ()

Jako że obcowanie z bandą niedorobionych idiotów jest raczej moją internetową codziennością (z 2-3 godziny dziennie), zazwyczaj mnie to nie rusza, ale ostatnimi czasy internet przechodzi jakaścholerna inwazja ludzi którzy myslą że browsowanie 4chana czyni ich automatycznie fajnymi...
Moja postać w WoWie ma ksywę poolsclosed zrobiłem to for the lulz, nie było to problemem poolsik żył sobie spokojnie wśrod innych postaci questował podróżował i nikt nie zawracał mu dupy. Ostatnio wysypał się jakiś pierdolony worek ludzi /w mnie ""I heard you like mudkipz" i inny syf starszy niż Jezus i Internet razem wzięci wyraźnie poszukujac w ten sposób ze mną jakiejś linii porozumienia. WoW to królestwo idiotów w którym koleś który napisze na kanale Trade "Anal [tutaj nazwa jakiejś umiejętności]" jest królem dowcipu, a więc nie było to dla mnie zaskoczeniem. Reposty na joemonsterze były znośne... Do momentu gdy były mniej niż połową jakkolwiek śmiesznego contentu. Najgorsi z tego wszystkiego są ludzie którzy trochę lurkneli i teraz myślą że mogą wszystkich rozstawiać po kątach, bo przecież byli na 4chanie i już są zajebiści... (mniej więcej jak ja teraz)

Prawda jest taka, przegladanie 4chana jest jak walenie konia: daje sporo frajdy, niektórzy robią to raz na jakiś czas inni są uzależnieni, ale...NA MIŁOŚĆ BOGA TYLKO KTOŚ POJEBANY SIĘ TYM CHWALI I MYŚLI ŻE PODNIESIE TO JEGO STATUS SPOŁECZNY.

A i protip: Zasady zostały napisane "for the lulz" i przestrzeganie ich (no poza 34 ^^) jest czystą głupotą!

Something for the mind

"Girls who are boys
Who like boys to be girls
Who do boys like theyre girls
Who do girls like theyre boys
Always should be someone you really love"